Wydarzenia

Wizyta w elbląskim Muzeum Archeologiczno-Historycznym, cześć pierwsza.

„Otóż sądzę, że podstawą humanistyki jest opowieść. Nie wystarczy coś zobaczyć, przeżyć lub nawet pojąć. Trzeba to jeszcze umieć opowiedzieć”. Maria Janion, Niesamowita Słowiańszczyzna.

Słowa Pani profesor, znanej badaczki polskiej kultury i literatury XIX i XX wieku, doskonale opisują wrażenia, które zabraliśmy ze sobą po wizycie w elbląskim Muzeum Archeologiczno-Historycznym. My mieszkańcy  Domu  Pomocy Społecznej w Tolkmicku wybraliśmy się tam pro bono na zaproszenie Pana dyrektora Mirosława Siedlera 25 lutego w środę i spędziliśmy niezapomniane godziny na trzech kondygnacjach budynku Podzamcza zatopieni w podwójnej opowieści o niesamowitych dziejach miasta Elbląga oraz jego najbliższej okolicy obejmującej jezioro Druzno i Weklice. Pierwsza opowieść była zawarta w scenariuszach, aranżacjach i muzealiach pięciu wystaw stałych prezentowanych w gmachu dawnej słodowni i w piwnicach nieistniejącego skrzydła południowego krzyżackiego podzamcza. Druga opowieść rozgrywała się na żywo, docierała do naszych nastawionych na uważne słuchanie uszu z ust niezwykłego przewodnika, oprowadzającego nas po zawiłych ścieżkach historii – kustosza dr Jakuba Jagodzińskiego. Trzeba przyznać, że osoby tak oddanej pracy pomieszanej z pasją, zaangażowanej, entuzjastycznej, a przy tym niezwykle elokwentnej, nacechowanej erudycją i interdyscyplinarną wiedzą nie spotyka się często. Naprawdę przyjemnie było słuchać opowiadań płynących ponad eksponatami, częściowo obok nich, pełnych dygresji, analogii, porównań czy nawet osobistych wspomnień. Chłonęliśmy te słowa, czasami czuliśmy się tak przytłoczeni serwowaną nam dawką wiedzy, że musieliśmy na chwilę przysiąść lub przystanąć, ochłonąć, odpocząć, by wyruszyć na kolejną wyprawę. A światy nam przedstawiane niekiedy były od siebie odległe czasowo, przestrzennie i duchowo, bo jakże połączyć uniwersum Gotów z okresu wpływów rzymskich z „miastem nowych ludzi” tworzonym na gruzach i zgliszczach w dekadzie 1945-1955 ?

Najpierw zapoznaliśmy się z wystawą zatytułowaną „Świadectwo w twarzach – twarze historii” prezentowaną na parterze budynku Podzamcza. Ta narracja przenosi nas w świat przedwojennego Elbinga, w okres lat 20. i 30. XX wieku, gdy nic jeszcze nie zapowiadało katastrofy mającej wstrząsnąć miastem i jego mieszkańcami żyjącymi w miejscu opisywanym w przewodnikach turystycznych jako najpiękniejsza i najbardziej malownicza okolica w całych Prusach. Zobaczyliśmy makietę ważnego fragmentu tego dumnego i pięknego grodu, ówczesnego Placu Fryderyka Wilhelma, według stanu na rok 1918 wykonaną przez Hansa Joachima Pfaua w skali 1:87. Niewiele dziś pozostało z urbanistycznej i architektonicznej świetności tego wnętrza w przestrzeni dzisiejszego Placu Słowiańskiego, tylko zespół poczty, dwie patrycjuszowskie kamienice, fragment fontanny, jakiś odległe wspomnienie po prześlicznym neorenesansowym ratuszu i  monumentalnym gmachu policji zatrzymane w murach hotelu Arbiter. Nie ma natomiast Resursy Mieszczańskiej, rezydencji nadburmistrza, Hotelu Berlin i Domu Angielskiego, domów bogatych mieszczan wznoszonych w stylu baroku i manieryzmu oraz pomnika Cesarza Wilhelma II.

Wystawa powstała ze wspomnień dawnych elblążan, którzy zachowali obraz swojej małej ojczyzny w sercach i oczach dzieci, bo w takim byli wieku, gdy nieuchronnie zbliżał się czas epokowych przemian związany z zakończeniem II wojny światowej, wojny, która aż do 1945 roku omijała Elbing i pozwalała żyć delektując się spokojem i urokiem hanzeatyckiego, portowego miasta. Widzimy na niej aranżacje dawnych przytulnych wnętrz mieszczańskich – kobiecego saloniku z kaflowym piecem czy dawnej kuchni z ręcznym maglem (kto pamięta czym było owo urządzenie i jak się je obsługiwało ?), kącik zabawek dla dzieci oraz przymierzalnię strojów z epoki dwudziestolecia międzywojennego. Podziwiamy rodzinne pamiątki, archiwalne zdjęcia, wózki z wiklinowymi koszami, przybory szkolne, zastawy stołowe i wiele innych artefaktów dawniej składających się na obraz dnia powszedniego. Przewodnik zwrócił naszą uwagę na przedmioty zdawałoby się nieistotne, a jednak posiadające swoją niebywałą historię i znaczenie. Otóż nad maglem wyeksponowana została biała damska bielizna odkryta podczas remontu siedziby Licem Plastycznego w Gronowie Górnym. Znalazła się ona w walizce, opatrzonej napisem „luty 1945”, wmurowanej w ścianę budynku. Prawdopodobnie ktoś ukrył „na chwilę” swoją garderobę przypuszczając, że po przejściu frontu powróci na stare pielesze, a dzięki sprytnemu zabiegowi zdoła ocalić ten maleńki majątek. Stało się jednak inaczej, miasto zostało zdobyte przez Armię Czerwoną, zniszczone w historycznym centrum (Stare i Nowe Miasto) w 90%, dawni elblążanie uciekli lub w pierwszych latach powojennych musieli odejść, a ponieważ życie nie znosi pustki, w ich miejsce pojawili się nowi mieszkańcy, Polacy, którzy z mozołem, w nieopisanie trudnych warunkach, zaczęli tworzyć „miasto nowych ludzi”.

O tym czasie, obejmującym czasy stalinowskie, opowiada druga wystawa zatytułowana „Miasto nowych ludzi. Elbląg w pierwszej powojennej dekadzie 1945-1955”. Komunistyczna propaganda przedstawiała miasto, teraz już nazywane Elblągiem, jako cudownie ocalałą oazę „mlekiem i miodem płynącą”, przeciwstawianą całkowicie zrujnowanej Warszawie, zachęcając kłamliwymi słowy do osiedlenia się tu i  życia w luksusowych warunkach. Dlatego przybyło tu wielu mieszkańców stolicy, w tym cała fachowa ekipa tramwajarzy, przynosząc ze sobą nazwy nadawane ulicom, zaułkom i wnętrzom urbanistycznym (np. ul. Czerniakowska, Warszawskie Przedmieście). Najwięcej osadników przyjechało jednak z terenów Wileńszczyzny. I tu znowu znamienną rolę odegrały walizki – zabierano w nie niezbędne do życia przedmioty, które dało się zapakować i unieść w rękach, a zatem maszyny do szycia, uprzęże końskie, zastawę stołową oraz oczywiście dokumenty wystawiane przez Komitet Wyzwolenia Narodowego. Niektórym los spłatał figla, wedle swego wyboru i nakazu udawali się do Poznania czy Szczecina, ale że pociąg nie dotarł do celu, lądowali przypadkowo w Elbingu/Elblągu, tak jak prababcia naszego przewodnika. „I dlatego jestem dziś elblążaninem” skwitował z uśmiechem dr Jakub Jagodziński. Wydaje się nam jednak, że tego zrządzenia wcale nie żałuje, dzięki temu może obecnie z pasją pracować nad archeologicznymi odkryciami związanymi z osadą wikińską Truso czy cmentarzyskiem kultury wielbarskiej w Weklicach.

Przewspaniała wystawa prezentująca odkrycie legendarnego Truso czasowo została zamknięta ze względu na potrzebę jej przearanżowania i wzbogacenia o kolejne fascynujące eksponaty, dlatego powrócimy do niej dopiero w kwietniu. Na razie zobaczyliśmy słynny rower Huragan odkrywcy tego emporium, dr Marka Jagodzińskiego (taty Pana Jakuba), i posłuchaliśmy wielu interesujących anegdot. Zapoznaliśmy się natomiast z inną arcyciekawą odsłoną dziejów związanych z okolicami Elbląga wchodząc w czas i uniwersum poprzedzające obecność Wikingów nad Zalewem Estyjskim (dziś Zalewem Wiślanym) – w świat tajemniczych Gotów.

Ten skandynawski lud uczynił sobie kolebkę z Wysoczyzny Elbląskiej w okresie rozkwitu Imperium Rzymskiego, zanim powędrował dalej na południe Europy i w końcu ów pyszny, dominujący Rzym pokonał w bitwie pod Adrianopolem w roku 378. Gdzie żyli Goci na naszym obszarze, któremu nadali nazwę Gothiskandza, tego do dziś nie udało się ustalić i to jest paradoks przeciwstawiany wikińskiemu Truso. W przypadku Truso namierzyliśmy osadę, ale nie znamy cmentarzyska, w przypadku Gotów stało się na odwrót – od kilkudziesięciu lat badana jest przez archeologów ogromna nekropolia zlokalizowana w Weklicach, ale ich osad nie odnaleziono. Imponujący dorobek ekspedycji badawczych został przedstawiony na wystawie zatytułowanej „Goci. Znad Bałtyku do Rzymu” zlokalizowanej w piwnicy skrzydła południowego dawnego zamkowego podzamcza. Widzieliśmy tam autentyczne pozostałości bursztynowego szlaku w postaci drewnianych pomostów odsłoniętych w okolicach Bągartu, pakę transportową rzymskiego wozu handlowego, którym wyprawiano się po bałtycki jantar czy zrekonstruowany fragment gockiego domostwa. Naszą uwagę przykuły jednak najbardziej piękne ozdoby wykonane z bursztynu i srebra odnalezione w ponad 600 pochówkach odkrytych przez archeologów, ciekawostką jest to, że znajdywano je wyłącznie w grobach kobiecych, mężczyzn, wojowników, chowano o wiele skromniej. Robi wrażenie i zapada w pamięć zaaranżowany grób księżniczki gockiej oraz Aureus z popiersiem Faustyny Młodszej wykonany około roku 175 z najczystszego jakie wówczas potrafiono wytworzyć złota. Ta moneta musi posiadać nieznaną nam, indywidualną i być może sentymentalną historię – Ktoś wywiercił w niej otwór i nosił na szyi niczym medalik, czyżby na pamiątkę wielkiej miłości ? Dawne dzieje Elbląga i okolic kryją jeszcze wiele tajemnic, moc opowieści czeka na swoją kolej, by dotrzeć do naszych uszu i zająć nasze umysły. Ale zespół elbląskiego muzeum, kierując się mottem „kolekcjonujemy historię”, nie spocznie i będzie dalej szukać, zbierać, badać i wyjaśniać nam światy, których już niby nie ma, jednak dziwnym trafem budują przecież naszą tożsamość i świadomość, kształtują naszą wiedzę oraz postrzeganie współczesnego i przyszłego wymiaru rzeczywistości.

Jeszcze raz dziękujemy za wspaniałe przyjęcie i oprowadzenie po elbląskich wystawach. O pozostałych dwóch opowiemy w części drugiej naszego sprawozdania.

Dariusz Barton

Mieszkańcy DPS Tolkmicko na wystawie w budynku Podzamcza.
Rozpoczynamy swoją przygodę w elbląskim muzeum.
Makieta Placu Fryderyka Wilhelma w Elblągu.
Drewniana makieta dawnego Placu Fryderyka Wilhelma, dziś Placu Słowiańskiego, ależ wiele zmian zaszło w tym fragmencie Elbląga.
Dr Jakub Jagodziński.
Nasz przewodnik, kustosz dr Jakub Jagodziński, wprowadza nas w świat przedwojennego Elbinga.
Archiwalne fotografie rodzinne dawnych elblążan.
Wystawę „Świadectwo w twarzach…” tworzą między innymi archiwalne, rodzinne fotografie.
Eksponaty na wystawie -  magiel ręczny i biała damska bielizna.
Magiel ręczny, a nad nim unosi się arcyciekawa historia białej bielizny ukrytej w 1945 roku.
Czas po zakończeniu II wojny światowej.
Jesteśmy w przestrzeni pomiędzy – za nami Elbing, przed nami Elbląg, miasto powstające od nowa.
Pani Ela i Pan Henryk słuchają opowieści przewodnika.
Opowieść robi się coraz ciekawsza, wkraczamy w czasy, w których przyszło nam żyć.
Dr Jakub Jagodziński opowiada o przełomie 1945 roku w dziejach Elbląga.
Ten rok zmienił w dziejach Elbląga wszystko – zmienili się przede wszystkim mieszkańcy tego miasta.
Książka o pierwszych polskich osadnikach w Elblągu.
Ta książka wydana w 1953 roku, bardzo popularna – wznowiona w 1954 roku, opowiada o pierwszych polskich osadnikach na Ziemiach Odzyskanych. Akcja rozgrywa się w Elblągu chociaż nazwa miasta w niej nie pada, ale opisy i szczegóły są jednoznaczne.
Trudne początki miasta - gruzowiska i ruiny.
Takie były początki – ruiny i gruzowiska…
Zniszczony Elbląg - na ulicach i w domach.
W tych warunkach ludzie próbowali urządzać swoje mieszkania, na początku wszystko przychodziło z wielkim trudem.
Pan Henryk na tle sztandaru PZPR.
Pan Henryk zajął miejsce, które w tych czasach dawało wiele przywilejów.
Proces tworzenia infrastruktury do życia - tramwaje, otwarcie muzeum.
Elblążanie pod kierunkiem Partii zagospodarowywali swoje miasto – uruchomili tramwaje, a w 1954 roku utworzyli Muzeum Miejskie.
Tabliczka - szyld pierwszego muzeum.
Pierwsza siedziba muzeum mieściła się w kamieniczkach przy ul. Wigilijnej.
Wystawa o Gotach - ich wytwory artystyczne i przedmioty życia codziennego.
Duży przeskok w czasie i w przestrzeni, zeszliśmy do piwnicy a tam wystawa o Gotach.
Rekonstrukcja grobu gockiej księżniczki.
Rekonstrukcja grobu gockiej księżniczki.
Jak wyglądali Goci według antropologów.
Archeologom pomagają przedstawiciele innych dyscyplin naukowych – antropolodzy odtwarzają wygląd osób żyjących przed wiekami.
Wyroby artystyczne Gotów ze srebra i bursztynu.
Wspaniałe wyroby z bursztynu i srebra odnajdywane w pochówkach na cmentarzysku w Weklicach.
Mieszkańcy DPS Tolkmicko na wystawie o Gotach.
Na wystawie starano się ukazać świat Gotów ze wszystkimi szczegółami, wszystko co ich otaczało.
Złoty Aureus na wystawie o Gotach.
A oto złoty Aureus – wyjątkowo cenny artefakt, odnaleziony zupełnie przypadkowo, tajemniczy w każdym względzie.
Opis monety na wystawie.
Przewiercony otwór świadczy o wtórnym użyciu monety – był amuletem ?, a może talizmanem, wspomnieniem o wielkiej miłości ?
Rower Huragan należący do odkrywcy Truso - dr Marka Jagodzińskiego.
Po obejrzeniu wystawy o Gotach zatrzymujemy się na progu wystawy o Truso (czasowo nieczynnej). Tu spotykamy słynny rower Huragan, lecz o tym będzie więcej w kolejnej części naszej relacji.