Wizyta w elbląskim Muzeum Archeologiczno-Historycznym, część druga.
„ [Wystawa] „Elbląg Reconditus”, pokazująca historię Elbląga: z tą jestem najsilniej związany emocjonalnie. Można ją oglądać do dziś. Kosztowała nas dużo wysiłku i pracy. Ale warto było. Ludzie wychodzą zdziwieni, ona nikogo nie zostawia obojętnym, porusza zwiedzających. Jest „inna”. Zwiedzający, którzy są przyzwyczajeni do klasycznych wystaw „gablotowych”, mogą być zdziwieni, inni porównują ją często do muzeum Powstania Warszawskiego i tam prezentowanych ekspozycji. Przy okazji zapraszam do zwiedzenia i wyrobienia sobie samemu opinii. O jej sukcesie może świadczyć fakt, że prezentujemy ją już ponad 10 lat, od 2014 roku. I ciągle cieszy się zainteresowaniem”. Dr Mirosław Marcinkowski, w wywiadzie dla portel.pl.
Pierwszą część naszej relacji z wizyty w elbląskim muzeum zakończyliśmy w piwnicy skrzydła południowego Podzamcza, na progu czasowo niedostępnej, do końca kwietnia, wystawy o wikińskim emporium Truso. Zatrzymaliśmy się przy eksponacie niezwykłym, rowerze szosowym Huragan, używanym w latach 80. XX wieku przez młodego archeologa Marka Jagodzińskiego (taty naszego przewodnika) do odkrywczych peregrynacji po Żuławach i Wysoczyźnie Elbląskiej mających na celu ustalenie lokalizacji legendarnej osady, o której pisano od wieku X, której bez powodzenia szukano w XIX i XX stuleciu, imieniem której nadawano w Elbingu i Elblągu nazwy szkołom, ulicom, sklepom, zakładom pracy, ale której nikt nigdy nie widział. Pytaliśmy między innymi jaka jest etymologia nazwy „TRUSO”, jak moglibyśmy objaśnić jej znaczenie, lecz okazuje się, że ten wątek nie jest jeszcze dokładnie wyjaśniony przez badaczy. Do tematu tego powrócimy w maju, gdy zwiedzimy nową, wzbogaconą wersję wystawy zatytułowanej „Truso – legenda Bałtyku”.
Na razie, zgodnie z zapowiedzią, opowiemy o dwóch innych ekspozycjach stałych poznanych w dniu 25 lutego. Pierwszą oglądaliśmy, stosownie do jej wymowy, poniżej poziomu gruntu, czyli tam, gdzie schodzą archeolodzy wykonując swoje badania. Szerokopłaszczyznowe badania archeologiczne były prowadzone w Elblągu od roku 1980 poprzedzając inwestycje związane z odbudową Starego Miasta w duchu retrowersji, a wyniki tego niezwykłego w skali Europy przedsięwzięcia wzbogaciły zbiory elbląskiego muzeum. Wystarczy powiedzieć, że kolekcja muzealna liczy obecnie 9.652 obiektów, natomiast w depozycie muzealnym przechowywanych jest 96.996 przedmiotów pochodzących z ekspedycji wykopaliskowych (według Sprawozdania z działalności za rok 2023)! Na wystawie „Elbląg, Historia ukryta pod ziemią” zobaczyliśmy zaledwie niewielki fragment tegoż zbioru, w tym ponad 100 zabytków dotąd nigdy nie prezentowanych, ale i tak mnogość wydartych ziemi, zgromadzonych masowo w gablotach artefaktów (butów, fajek, kafli, ceramiki, kości, nasion etc.) robi niezwykłe wrażenie. Z tej wystawy zapamiętaliśmy dobrze dwie nauki: po pierwsze – najwięcej zabytków archeolodzy na Starym Mieście w Elblągu pozyskali w latrynach; po drugie – dzisiejszy poziom ulic na tym obszarze jest wyższy o kilka metrów od występującego w średniowieczu. Warto to zapamiętać.
Kilka słów powiemy o latrynach czyli dołach kloacznych, czyli miejscach, gdzie nasi przodkowie biegali za potrzebą. Lokowano je w narożach parcel budowlanych, jak najdalej od części mieszkalnej, by uniknąć smrodu, budowano je najpierw z drewna, a później miały konstrukcję murowaną (te murowane silniej cuchną). Staliśmy przez dobrą chwilę przed rekonstrukcją takiego przybytku słuchając opowieści Pana Jakuba Jagodzińskiego. Archeolog dostaje ciarek po odkryciu takiego obiektu, bo z doświadczenia elbląskich wykopalisk wie, że odnajdzie tu najwspanialsze i najcenniejsze zabytki, które za chwilę rzucą naukowy świat na kolana. Panująca w dołach kloacznych wilgoć i pozbawione tlenu środowisko doskonale konserwują występujące tam przedmioty, w tym organiczne, które w innych miejscach nie miałby szans na przetrwanie przez wieki. A jak te przedmioty się tam znajdują ? Otóż część była wrzucana intencjonalnie, jak do śmietnika, a pewna część po prostu została przypadkowo zgubiona, wpadła przez nieuwagę podczas czynności nie cierpiącej zwłoki. Latryny dla naukowców, w tym także biologów, osteologów, genetyków, antropologów czy historyków sztuki są jak skarbonki. Znalezione w nich skarby, po oczyszczeniu i konserwacji, opisywane są później w naukowych publikacjach oraz trafiają na muzealne wystawy i zadziwiają publiczność. O tym jak cenne potrafią być to zabytki przekonaliśmy się na ostatniej odwiedzonej przez nas wystawie stałej. Nosi ona tytuł „Elbląg Reconditus” i prezentowana jest od lat 12 na pierwszym piętrze budynku Podzamcza.
Reconditus czyli miasto ukryte, tak należałoby wyjaśnić znaczenie tej niezwykłej prezentacji, stanowiącej wielopłaszyznową i wielopoziomową narrację o dziejach portowego, hanzeatyckiego Elbląga, pięknego, dumnego i bogatego ośrodka handlu, rzemiosła, kultury, architektury i sztuki, wywodzącego prapoczątki ze skandynawskiej faktorii Truso, założonego obok drewnianej warowni krzyżackiej (XIII wiek), a potem wspaniałego murowanego zamku konwentualnego Zakonu NMP (XIV wiek) i rozwijającego się harmonijnie, bez większych kataklizmów aż do roku 1945. Wtedy to „serce” miasta zostało zniszczone. Scenariusz wystawy opiera się na tym właśnie założeniu – prowadzi nas po wybrukowanej ulicy (tak, idziemy w budynku muzealnym po autentycznych, ciętych kamieniach), wśród ruin, stert cegieł i tynków, przemielonych z różnymi słupami, belkami, deskami, żelaznymi prętami i żerdziami, do kolejnych wnętrz. W tych wnętrzach, na ogół zaciemnionych, osnutych pełgającym zielonkawym światłem, rozstawione są nowoczesne gabloty wypełnione warstwami ziemi, a na tym tle umieszczone zostały przewspaniałe zabytki, częstokroć te odnalezione w latrynach, opowiadające niezwykłą, fascynującą i zadziwiającą historię miasta rozgrywającą się na przestrzeni wieków. Zwiedzającemu towarzyszy ścieżka dźwiękowa, specjalnie przetworzone fragmenty elektronicznych utworów muzycznych i nagranych rozmów, dobiegających czasem nie wiadomo skąd, wywołujących niepokój i zaskoczenie. Nie ma podpisów przy eksponatach, jak na klasycznej wystawie, natomiast opowieść tworzą monitory z wyświetlającymi się tekstami, nieoczywistymi, pełnymi poezji i aluzji, w których „miasto” występuje w roli narratora, podmiotu poddającego się swoistej terapii odsłaniającej jego głęboko ukryte wnętrze niczym na seansie psychoanalizy. My tych tekstów nie czytaliśmy ponieważ wspaniale prowadził nas przez te historyczne meandry i zakręty nasz Pan Przewodnik.
Nie sposób przedstawić całości, wszystkiego, co zostało na wystawie zaprezentowane. Nam w pamięć zapadły komentarze dotyczące następujących muzealiów:
Zapinka wężykowata, najstarszy obiekt związany z historią Elbląga, wykonany w IX wieku chociaż odnaleziony w warstwach ziemi pochodzących z XIII stulecia; odkryty podczas wykopalisk na dziedzińcu muzeum w roku 2013 (czyli na terenie pierwszej, drewnianej krzyżackiej warowni).
Fragment drewnianego talerza przedstawiający scenę z bijatyką, datowany około 1350 roku, odnaleziony przy ulicy Studziennej 18. Ma on bogatą i pełną wieloznaczności symbolikę przedstawioną w dwóch kręgach obiegających przedmiot bordiury, natomiast w centrum umieszczona jest scena z dwoma graczami, ciągnącymi się za długie włosy podczas rozgrywki przy grze planszowej. Ludzie ulegali takim emocjom ponieważ najczęściej gra toczyła się o pieniądze lub o cenne fanty, więc ich ponosiło, My zachowujemy się o wiele lepiej czego dowodem jest pełne godności pogodzenie się z przegranymi podczas Zimowego Turnieju Gier Zespołowych.
Gitterna, strunowy instrument muzyczny będący poprzednikiem gitary, odnaleziony, no jakże by inaczej, w jednej z latryn. Dzięki temu znakomicie zachowana, w stanie nieomal nienaruszonym (brak strun, których było osiem). Po badaniach interdyscyplinarnych wydatowana na połowę XV stulecia. Z tego okresu w Europie zachowane są jedynie dwa tego rodzaju instrumenty – jednym jest nasz, elbląski, drugi przechowywany jest w kolekcji Wartburg-Stiftung w Eisenach w Niemczech. Być może za jakiś czas będziemy mogli posłuchać jej brzmienia – kopię wykonać zamierza Paul Baker, angielski lutnik specjalizujący się w dawnych instrumentach strunowych.
Okulary z ciemnozielonymi szkłami, także wydobyte z kloacznego dołu na parceli przy ulicy Garbary 23, gdzie na przełomie XIV i XV wieku mieszkali zamożni kupcy H. Monach i M. Vilelyp; jeden z tych zacnych patrycjuszy sprowadził sobie ów luksusowy i drogi wówczas przedmiot lub nabył go podczas dalekiej podróży – tylko jest pytanie o proweniencję, skąd pochodzi owo cacko ? Być może z Włoch, z Niemiec lub z Niderlandów, z całą pewnością takich okularów w Elblągu wówczas nie wytwarzano. Zielony kolor szkieł miał działać jak filtr łagodzący nadwyrężenie oczu podczas długotrwałego ślęczenia nad rachunkami w niedostatecznie doświetlonym blaskiem świecy kantorze czy warsztacie. Właściciel mógł się kierować względami zdrowotnymi, ale niewykluczone, że chciał też zaimponować otoczeniu posiadaniem takiego rzadkiego naówczas przedmiotu (nie)codziennego użytku. Elbląskie średniowieczne okulary są ewenementem na skalę światową, jednym z najcenniejszych zabytków w zbiorach elbląskiego muzeum.
Wystawa o ukrytym mieście wywarła na nas ogromne i niezapomniane wrażenie. Zachwyca, uczy, otwiera oczy, poszerza horyzonty, zdumiewa, pozostaje na długo w pamięci. Serdecznie dziękujemy przesympatycznej załodze elbląskiego muzeum za gościnę i zatroskanie się o nasze potrzeby poznawcze. Z pewnością do Was jeszcze wrócimy.
Dariusz Barton.

















