Wydarzenia

O łęczańskich pączkach.

Pochłonęły nas w tym roku wypieki, zatem najpierw z okazji Włoskiego i Międzynarodowego Dnia Pizzy, przypadających odpowiednio 17 stycznia i 9 lutego, przez dwa dni zamieniliśmy się w mistrzów pizzaioli, następnie przyrządzaliśmy faworki myśląc o kończących się zapustach i wreszcie przyszedł czas na pieczenie pączków. Ciekawe jest to, że wszystkie te przepyszne potrawy powstawały według receptur pochodzących z malowniczej „wioski wiatrów i podcieni” czyli z Łęcza. Najpierw przepisy zaserwowała nam nasza terapeutka – Pani Monika Adamczyk, urodzona łęczanka, a w przypadku pączków pomocną dłoń wyciągnęła do nas Pani Katarzyna Zalewska, kierująca działalnością Centrum Aktywności Lokalnej w Łęczu. I tak w środę 11 lutego udaliśmy się przez zaśnieżone bezdroża Wysoczyzny Elbląskiej na spotkanie z Kołem Gospodyń Wiejskich „Łęczowianki”, by pod kierunkiem doświadczonych i zaprawionych w tajnikach tradycyjnej kuchni mistrzyń wypiec całą górę świeżutkich, słodkich i pachnących ciastek, którymi raczyliśmy się wspólnie w przeddzień Tłustego  Czwartku. W tej kulinarnej eskapadzie uczestniczyli podopieczni Domu Pomocy Społecznej w Tolkmicku oraz uczestnicy Warsztatów Terapii Zajęciowej z Tolkmicka, łącznie 13 zaciekawionych tą przygodą uczestników i 3 opiekunki.

Panie „Łęczowianki”, to jest: Dorota, Monika, Elżbieta i Irena, przystrojone w czerwone firmowe fartuszki, przygotowały wielką michę drożdżowego ciasta, które następnie dzieliliśmy na porcje, wałkowaliśmy na blaszanych tacach posypanych mąką, kroiliśmy i  formowaliśmy w kuleczki. Dalej powędrowały nasze nie zawsze foremne gałki, trzeba nam wybaczyć brak wprawy, do rozgrzanego oleju i pięknie zaczęły rosnąć brązowiąc się. Tu przyszedł czas na przerwę, prawie już skończone pączki musiały ostygnąć, część posypaliśmy cukrem pudrem i już były  gotowe do  spożycia; jednak większą partię poddawaliśmy dalszej obróbce. Za pomocą rękawa cukierniczego zakończonego tylką nadziewaliśmy wypieki wtłaczając do środka dżem, a zarumienioną powierzchnię maczaliśmy we wcześniej przygotowanym lukrze. I to były te najwłaściwsze, pożądane przez nas przysmaki. Pałaszowaliśmy je na miejscu bez opamiętania, a czego zjeść nie potrafiliśmy, zabraliśmy dla naszych koleżanek i kolegów czekających na nasz powrót w Tolkmicku.

Niestety przepisu na łęczańskie pączki podać nie potrafimy, ponieważ jest on pilnie strzeżoną i zastrzeżoną tajemnicą Pań z Koła Gospodyń Wiejskich, kto by chciał rozwikłać te i inne receptury powinien jak najczęściej odwiedzać Centrum Aktywności Lokalnej mieszczące się w pięknie odrestaurowanym zabytkowym budynku z czerwonej cegły o adresie Łęcze nr 40A. Przed 1945 rokiem mieściła się tu chętnie odwiedzana przez turystów gospoda należąca do Pana G. Blietschaua, w czasach PRL-u funkcjonowała wiejska świetlica oferująca mieszkańcom najprawdziwsze kino, a obecnie jest ośrodkiem twórczej pracy dla mieszkańców całego regionu. Pani Katarzyna Zalewska, Koło Gospodyń Wiejskich i  Fundacja Archipelag Marzeń organizują tu arcyciekawe spotkania kulturalne, występy artystyczne, warsztaty, eventy, prelekcje i inne atrakcje przyciągające dzieci, młodzież, dorosłych i seniorów. Jesteśmy radzi, że doczekaliśmy się zaproszenia w te gościnne progi, tym bardziej, że warsztaty związane z wypiekiem i spożywaniem łęczańskich pączków zorganizowano specjalnie z myślą o nas. Zadedykowano nam ten dzień i zaproszono na kolejne spotkania – mogą być związane z kuchnią (przyrządzanie pierogów), mogą polegać na twórczych działaniach plastycznych. Z całą pewnością malownicze, słynące z domów podcieniowych Łęcze, odwiedzimy w tym roku nie jeden jeszcze raz.

A upieczone przez nas pączki, na Śląsku zwane kreplami, o których Mikołaj Rej pisał w „Żywocie człowieka poczciwego”, że są jednym z najbardziej tradycyjnych polskich ciast, udały się i smakowały bardzo wybornie. Nie przyznamy się ile ich pochłonęliśmy w przeliczeniu na głowę mieszkańca DPS czy uczestnika WTZ, ale niektórzy z nas będą musieli biegać 30 minut z prędkością 10  km/h lub rąbać drewno przez 50 minut razy … trzy, cztery, pięć… Ale co tam, w końcu raz się żyje, a poza tym w Łęczu powstają tak smaczne, sprężyste, wypełnione po brzegi dżemem i polane lukrem przysmaki, że kto by tam sobie ich odmawiał.

Dariusz Barton

Archiwalna pocztówka z Łęcza.
Archiwalna kartka pocztowa z Łęcza – po prawej stronie gospoda Pana Blietschaua czyli obecne Centrum Aktywności Lokalnej w Łęczu.
Uczestnicy warsztatów po przyjeździe zasiedli do stołu.
Po przyjeździe zasiedliśmy przy stole w oczekiwaniu na kulinarne warsztaty.
Porcjowanie ciasta.
Krok pierwszy – porcje ciasta trafiają na posypane mąką blaszki oraz deski do dalszej obróbki.
Wałkowanie ciasta.
Krok drugi – porcje ciasta wałkujemy, rolujemy.
Wałkujemy i rolujemy ciasto.
Formujemy te wałeczki z wielką starannością, słuchamy wskazówek naszych opiekunek.
Uczestnicy warsztatów przy stole do wypieków.
Chętnych do pracy przybywa z każdą chwilą.
Praca z ciastem posuwa się naprzód.
My pracujemy, a Panie z KGW baczą…
Tworzymy kulki z ciasta i układamy je na blachach.
Powstają kulki, jest ich coraz więcej i w miarę są foremne…
Uczestnicy formują kulki z ciasta.
Przybywa kuleczek, sześć blach na stole, a trzy kolejne już odstawione, bo brak miejsca.
Pieczenie pączków.
Zaczyna się pieczenie w głębokim oleju.
Pączki pieką się w głębokim oleju.
Pączki rosną i rumienią się, ładnie to wygląda, a jak pachnie….
Pierwsze upieczone pączki.
Pierwsze upieczone pączki trafiają do miski.
Nadziewanie pączków dżemem.
Teraz wyższa szkoła jazdy – nadziewanie dżemem.
Lukrowanie pączków.
A następnie pokrywanie powierzchni lukrem, patrzy się łatwo, wykonać jest trudniej…
Gotowe pączki na tacy.
Jednak dajemy radę i nabieramy wprawy, Pan Stanisław nie pojawił się tu, by pracować, tylko porwać pączka i zjeść…
Pan Grzegorz nadziewa i lukruje pączki.
Natomiast Grzegorz pracuje z zapałem.
Gotowe pączki trafiają na tacę.
Pomaga mu Iza, razem nabywają sporo wprawy.
Taca pełna pączków.
Oto pysze, pachnące i świeże „nasze” pączki.
Uczestnicy warsztatów zajadają swoje wypieki.
Towarzystwo opycha się pączkami, bez umiaru i liczenia kalorii.
A czego zjeść się nie udało zabieramy do Domu.